Rejs
10 czerwca, 2026
W dniach 23-30.05.2026r. grupa wychowanków Ośrodka wzięła udział w XXII Rejsie Odkrywców organizowanym przez Fundację Rejs Odkrywców. To nie była zwykła wycieczka od portu do portu. Pętla Gdynia – Hel – Visby – Kalmar – Hel – Gdynia to prawdziwy chrzest bojowy dla każdego żeglarza. Czterysta mil morskich po
kapryśnym Bałtyku to tydzień wyjęty z życiorysu, gdzie rytm dnia wyznaczają nie godziny, ale czterogodzinne wachty, ryk wiatru, palące słońce i zapach soli.
Pod dowództwem Kapitana Roberta Krzemińskiego, pod czujnym okiem załogi stałej, oficerów i opiekunów młodzi ludzie uczyli się obowiązków załoganta, odpowiedzialności, doświadczali nowych rzeczy, poznawali siebie, nawiązywali nowe znajomości, sprawdzali
swoje możliwości oraz próbowali odkrywać to co nieznane.
Uczestnicy rejsu zwiedzili wiele ciekawych i interesujących miejsc, m.in.: szwedzkie miasteczko Visby na wyspie Gotlandia gdzie mogli podziwiać XIII wieczne mury obronne z wieżami otaczające miasto, wiele średniowiecznych budynków z kamienia czy jedno
z najstarszych miast Szwecji – Kalmar, gdzie średniowieczna historia
i architektura wyziera się niemal z każdego zakamarka, a okazały renesansowy zamek widać już z mariny. Po dopłynięciu na Hel zobaczyli, jak wygląda karmienie fok oraz ich zabawy w Fokarium Stacji Morskiej. Skorzystali również z kąpieli w Bałtyku na miejskiej plaży.
Relacja członka załogi:
„Wszystko zaczęło się w Gdyni od klarowania statku, pakowania zapasów i cyklu szkoleń.
Pierwsze kilkanaście mil przez Zatokę Pucką do Helu to był czas na zgranie ekipy i rozruszanie rąk na szotach. Na Helu był krótki przystanek. Wieczorem, gdy turyści poszli spać, załoga stała sprawdziła prognozę pogody. Przed załogą prawie 200 mil morskich niemal czystego kursu na północ. Ląd znika, a Zawisza Czarny zaczyna miarowo wspinać się na bałtyckie fale. Noc na tym odcinku zostaje w pamięci na zawsze. Temperatura spada,
a zmęczenie daje o sobie znać. Nad głową miliony gwiazd, pod kilem kilkadziesiąt metrów głębi, a po bokach – gigantyczne cienie kontenerowców mijających nas w strefach rozgraniczenia ruchu. Każda ciepła kawa i herbata na wachcie smakuje tu jak nektar bogów. Po blisko 40 godzinach walki z wiatrem i falami z postawionymi żaglami na horyzoncie wyrastają potężne, średniowieczne mury miejscowości Visby na Gotlandii. Skok na ląd, zakupy lokalnych wyrobów, zwiedzanie miasta, które wygląda, jakby czas zatrzymał się w nim w dobie Wikingów. Z Visby odbijamy na zachód, w stronę szwedzkiego wybrzeża. Ten 90-milowy odcinek to zupełnie inne żeglowanie. Otwarta przestrzeń ustępuje miejsca precyzyjnej nawigacji. Trzeba pilnować każdego pławu i omijać zdradliwe mielizny. Wchodzimy w Cieśninę Kalmar oddzielającą wyspę Olandię od stałego lądu. Przepływamy pod ogromnym Mostem Olandzkim o długości 6072 m. Wejście do portu w miejscowości Kalmar jest okazałe, ponieważ zza mariny wznosi się potężny, podświetlony nocą renesansowy zamek na wodzie. Ostatni długi odcinek to powrót na południe. Gdy na horyzoncie w końcu błyska znajome światło latarni na Helu, w załodze odpala się radość. Do mariny w Gdyni wpłynął ten sam żaglowiec, ale zupełnie inna załoga. Zostawiliśmy za sobą 400 mil morskich, nieprzespane noce, chłód, zmęczenie oraz opaleniznę żeglarską. W zamian przywieźliśmy pełne dzienniki jachtowe, bezcenne godziny w morzu, a przede wszystkim – twardy, żeglarski charakter, nowe przyjaźni oraz wspomnienia, których nie da się kupić podczas lądowych podróży. Wróciliśmy zmęczeni, ale z zupełnie czystą głową. Czterysta mil morskich to niewiele na mapie świata, ale wystarczająco dużo, by wrócić jako inny człowiek”.
#fundacjarejsodkrywców
#zawiszaczarny
#mowksiężyorionistów
#żeglarze








































